Macierzyństwo, Relacje

Brakujący element układanki zwanej rodziną

Kiedy byłam małą dziewczynka, marzyłam o błękitnym domu – niczym z hollywoodzkiego planu filmowego. Marzyłam o gromadce dzieci, psie i mężu, który będzie mnie nosił na rękach.

Jakąś część planu udało mi się zrealizować. Co prawda, domu nadal nie mam, ale za to cztery ściany są. Może nie zostałam matką gromadki dzieci, za to dwójki, dla mnie najwspanialszych pod słońcem. Z czasem dołączył do nas pies, który uważa się za przywódce stada, prawdziwego samca alfa.

Do czego zmierzam?

Wspaniale musi się żyć, kiedy wszystko układa się zgodnie z założonym przez nas planem.

Zdarza się, że puzzle nie zawsze do siebie pasują, a życie i tak pisze swój własny scenariusz, wbrew temu o czym marzysz.

Rozglądając się dookoła można zauważyć pełno modelowych rodzin, niczym z okładki jakiegoś czasopisma. Obraz ten zazwyczaj przestawia uśmiechniętych rodziców i dzieci tryskające energią. I zmusza mnie to do pewnych refleksji.

Sama nie wiem jak to możliwe, że będąc matką dwojga, naprawdę wspaniałych dzieci, wciąż nie mogę trafić na odpowiedniego partnera.

Jakiś czas temu zostałam zapytana o moje marzenia, krępowałam się je wyznać, dlaczego? Gdyż odpowiedź byłaby tak błaha, a jednocześnie tak trudna do osiągnięcia.

Nie marzę o nowym aucie (chociaż stare już dawno się sypie), nie marzę o większym metrażu (chociaż wcale nie tak prosto jest gnieździć się na 45 metrach), ani o jachcie, butach czy torebkach nie marzę.

Niejedna z nas wciąż marzy o kimś, kto będzie chciał i umiał stworzyć rodzinę. O kimś, kto nie będzie mieć problemu z akceptacją dzieci z innego związku. O kimś, kto będzie umiał się dzielić sobą, a jego własny czubek nosa nie przysłoni mu świata.

Wiele razy, zastanawiamy się w czym może tkwić problem.

Dlaczego wciąż jesteśmy same?

Pomimo nie najgorszego charakteru ;). Cierpliwości, którą zdążyło nauczyć nas życie. Kompromisu, którego miałyśmy czas wyuczyć się w relacjach z innymi ludźmi.

Nie obyłoby się bez wad, ale one są i zawsze będą i nie ma co się oszukiwać, że kiedyś znikną. Prędzej zaczniemy je tolerować niż wyparują.

Chociaż można by było poświęcić wiele godzin, dni, czasu na rozmyślaniu. To bez braku gwarancji, że w końcu znajdziemy jednoznaczną i satysfakcjonującą nas odpowiedź.

Z moich obserwacji wiem, że coraz trudniej jest się zdecydować na trwały związek. Że nawet jeżeli ktoś mówi, że nas „kocha” to wcale nie musi to tego oznaczać.

Wciąż towarzyszy nam lęk przed tym, co mogłoby się wydarzyć.

Strach przed uduszeniem, lęk przed zaangażowaniem się, zazdrość, albo ogólny strach przed możliwością zmiany naszego życia. Staliśmy się tchórzami, boimy się zaryzykować tego, co mamy i nie raz wycofujemy się, zamiast dawać sobie i innym szanse.

Dużo jest osób, które decydują się na życie w pojedynkę. Jedni z wyboru, inni, bo nie spotkali na swojej drodze odpowiedniej osoby. A jeszcze inni ze strachu, oszukując samego siebie, że tak im będzie lepiej.

dzieci z psem

Z przerażeniem patrzę na tykające wskazówki zegara, jak zmieniają się moje dzieci i zdarza się, że ogarnia mnie paniczny lęk – przed samotnością.

Ania

Zdjęcia: prywatne Ania Kamińska