Relacje

Gdy Twój świat się wali, na łeb, na szyję

Są takie etapy w życiu chyba każdego człowieka, kiedy wydaje nam się, że tracimy grunt pod stopami. Tak było też i u mnie. Tak znienacka, bez zapowiedzi, nastał totalny chaos. Wszystko, co do tej pory wydawało się stabilne, nagle straciło większy sens. Straciłam motywację, a motor i power, który nakręcał mnie każdego dnia do dalszych działań, nagle spowolnił i momentami zaczął działać wstecz.

Jakby tego było mało, nastąpiło apogeum jak kumulacja wygranej w dużym lotku, tylko że odwrotnie.

Praktycznie, w tym samym czasie, zbiegły się niepowodzenia na różnych płaszczyznach życiowych.

Zaczęło się od ciężkiej choroby bliskiej osoby, a następnie pomigrowało na płaszczyznę zawodową. Po to, aby na koniec dotknąć dogłębnie sfery osobistej – łamiąc mi serce.

I tak oto nagle – zostałam sama. Bez większych perspektyw na dalszą karierę zawodową, za to z głową pełną trosk i obaw o zdrowie bliskiej mi osoby.

Poczułam rezygnację. To straszne odczucie, kiedy budzisz się rano tylko po to, aby skorzystać z porannej toalety.

Nic mnie tak nie boli jak bezsilność w parze z bezradnością.

droga, drzewa

Na szczęście, jasne było to, że stan który mnie ogarnął, nie trwa wiecznie. Tylko ja chciałam mieć to już za sobą. Najchętniej teraz, zaraz, od razu.

Postanowiłam dać sobie trochę czasu…

Potrzebowałam odbyć żałobę w swoim sercu, niekoniecznie dzieląc się nią na lewo i prawo.

Dałam sobie tydzień na łzy, sen i użalanie się nad sobą. Być może brzmi to niedorzecznie, ale dzięki sztywnym ramom, byłam w stanie zakończyć ten trudny dla mnie etap.

Żeby rozpocząć kolejny – weryfikację priorytetów…

Ania

Zdjęcia: prywatne Ania Kamińska