Macierzyństwo, Relacje

Jedyną pewną jest zmiana

Planujesz zostać mamą i już przed oczyma wyobraźni, przewija Ci się w głowie obraz na slajdach: Ty-dziecko-uśmiech-szczęście-słońce-energia-miłość. Tak będzie! Albo znaleźliście z rodziną w końcu swoje miejsce na ziemi – jest pięknie: mieszkanie, lokalizacja, spokój, ogród, przestronne pokoje, dużo światła i to nic, że na kredyt do wieczności. A tam pieniądze. Będzie cudownie, taki jest plan. Ale jak to jest, że człowiek największą radość odczuwa przed spełnieniem marzeń?! A gdy już się wydarzy, czar pryska i gdyby nie kolejne marzenie, to chyba byśmy się zatracili w tym smutku i w tym rozczarowaniu. Życie to sinusoida, podobnie jak wykres EKG. Nie ma tu prostej bez zakłóceń. Jest zmiana.

Nowe lepsze

Przeczytałam wczoraj w Zwierciadle wywiad z Kasią Nosowską, która podjęła poważną decyzję o zakończeniu kariery zespołu Hey, mimo że dalej odnoszą sukcesy. Ciężka decyzja. Wielka niewiadoma. Ale zawsze po coś. I Kasia w wywiadzie powiedziała coś ważnego:

„… jak człowiek zapanuje nad histerią, drżeniem, które się pojawia na myśl o nieznanym, można zaczerpnąć z tego stanu energię, napęd do działania. Na niepewności zbudować całkiem nowy pomysł na życie.”

Bo jak Ci jest źle, to po co ten stan pogarszać?! Jak czujesz, że potrzebujesz zmiany, to działaj albo zacznij chociaż. Bo wtedy trzeba zrobić coś, cokolwiek, żeby było lepiej. Nawet jak to będzie duże ryzyko. Poważna decyzja. Duża zmiana w życiu. Czy to chęć zostania rodzicem, czy kupno nowego domu. Czy inna ważna decyzja, indywidualnie dla każdego z nas.

Wychodzę z założenia, że wszystko jest właśnie po coś. Że nawet jak wydarzy się mała, czy większa tragedia, mimo tego całego smutku i cierpienia, wydarzyła się po coś. Po to, żeby zmienić nasze podejście do życia, zmienić nas samych, zmienić otoczenie. Zmienić, zmienić, zmienić… Zmiana.

Ale zawsze ta zmiana ma to ku sobie, że jest wartością dodaną. Że jak coś się w końcu zadzieje, to później będzie na pewno lepiej.

Nie spróbujesz, to utkniesz w pewnym punkcie. Może i będzie przez chwilę miło i bezpiecznie, bo znane. Ale na dłuższą metę wyczerpująco i uciskająco na tą całą wolność, którą posiadasz, a z której nie korzystasz, bo się boisz.

Zaryzykujesz, zmienisz. Poczujesz nowe, lepsze. Choć na początku będzie trochę kuło w serducho, bo to na pewno, ale się przyzwyczaisz.

Nie zaryzykujesz, będziesz żałować przez resztą życia i gdybać – co by było gdyby strach miał mniejsze oczy? A może taka okazja już się nie nadarzy?

Decyzja po Twojej stronie.

Miało być cudnie, a nie jest

Zmiana nie zna czasu, nie mieści się w ramach. Nie ma na nią planu, bo kocha przychodzić niespodziewanie, szczególnie wtedy, kiedy szczęście w pełni.

Wtedy mówisz sobie – czemu ja? Albo – jak coś się wali to wszystko na raz. Różnych szukasz wytłumaczeń.

Miało być, tak jak sobie wyśniłaś – w byciu mamą, w posiadaniu rodziny, w organizacji domowego ogniska. A tu wszystko na opak.

Dziecko nie śpi po nocach, jesteś wykończona, a Ty na słowo „mama” reagujesz już tylko nerwowo, zamiast się cieszyć z macierzyństwa. Albo.

Mieszkanie marzeń już macie, urządzone idealnie wg Waszych oczekiwań. Trochę już mieszkacie i to wystarczy, gdy okazuje się, że najbliższe sąsiedztwo jest bardzo towarzyskie i nie daje Wam normalnie żyć, ani spać po nocach.

A miało być tak cudownie? Przyszła zmiana, nastało rozczarowanie, więc czas coś z tym zrobić.

Czas na kolejną zmianę. Tą najmniej lubianą, bo nieplanowaną. 

Oczywiście decyzja po Twojej stronie.

Możesz poczekać/przeczekać, albo coś zadziałać.

I wkoduj sobie zawczasu, że po tej zmianie, będzie kolejna, bo zmiana nie ma ograniczeń.

Życie to zmiana. Chcesz żyć to musisz się jej poddać.

Marzena

Zdjęcie: Pixabay/Pexels