Relacje

Nieswojo… u siebie, gorzej być nie może!

Najczęściej piszę prozę dnia codziennego. Wypisuję na wirtualnej kartce notatnika – co mnie gryzie, co za mną chodzi, co mnie wkurza i co cieszy. Czasami pomaga. Wypiszesz, wyrzucisz z siebie i wymażesz z głowy, zrobisz miejsce na coś fajnego. Czasami są takie „przylepy”, które nie chcą się odkleić miesiącami. One najczęściej mają jeden cel – zamęczyć Cię na dobre. Nic przyjemnego i jak sobie z tym sama nie poradzisz, to dopną swojego. Obrałam już wiele strategii i walczę nadal, a te słowa pisane mają pomóc – to mój cel.

Wracając do tematu „u siebie”. Można mieszkać u siebie, ale pod jednym dachem z teściową, która wysysa z nas pełnię szczęścia każdego dnia. Najbardziej obrazowy przykład.

Mieszkać możesz też z partnerem, który niekoniecznie jest tym najlepszym z możliwych, ale mijają lata, a nadzieja zawsze umiera ostatnia.

Ja mam zupełnie inny problem. Ale też pod jednym, wspólnym dachem, niestety.

Wyobraź sobie, że masz w końcu męża, rodzi się Wam dziecko, a do nirwany brakuje tylko Waszego wymarzonego M.

Tak więc szukacie. Szukacie… szukacie… i znajdujecie! Jest! Nowe (do własnej aranżacji wedle życzenia) mieszkanie 3-pokojowe, ale z otwartą kuchnią i z salonem wychodzącym na mały, przytulny ogródek. A wszystko oświetlone słońcem, bo niezwykle pięknie ulokowane, w spokojnej dzielnicy domków. Wiejsko, sielsko i anielsko. Niestety, do czasu.

Aż pewnego pięknego, słonecznego dnia, wprowadzają się nowi, choć ostatni z okolicznych, sąsiedzi. A że mieliśmy okazję poznać wszystkich już zamieszkałych, serce pełne radości, że tak tu fajnie.

Fajnie było i już nie będzie. Nowi mają swój wiek i swoje przyzwyczajenia. Nie i nie są starszym małżeństwem z bloku, które już raczej się nie zmienia. Przeciwnie. Młodzi, piękni i „bogaci” w narcystyczny nieład i głowy ponad wszystkich. Tacy wychuchani, z tego chowu „wolny wybieg”, gdzie każdy robi co chce i wara Ci do tego.

A jak już nadepniesz im na piórka, to złośliwości czara się przeleje i o spokoju pozostaje Ci tylko pomarzyć.

Teraz noce nie znają dnia ani godziny, bo zamieniły się dobami. Teraz w nocy się nie śpi, tylko stara się uspokoić skok ciśnienia, kiedy myszy harcują, bo rodziców już nie ma. Bo to ich wymarzone M. Punkt zbiorczy dla znajomych, którzy jeszcze marzą, a nie mają.

Za to, taniej zawsze, bo piwo w klubie wiadomo już 10 zł stoi, a tutaj promocja – zawsze taniej, więc po co zmieniać lokal?!

Wiejsko jest nadal, nawet jakby bardziej. Sielsko tylko pod nieobecność wolnego wybiegu. A anielsko na tyle, na ile wypiszę. Wymażę, choć na chwilę.

Wiadomo, nadzieja umiera ostatnia. I może mamy jeszcze kiedyś szansę na naszą rodzinną nirwanę?!

Marzena

Zdjęcie: Pexels