Macierzyństwo, Relacje

Nigdy, nigdy, przenigdy nie wciągaj dziecka do konfliktu!

Poczułam wczoraj, co to znaczy stanąć na granicy. Stanąć nad przepaścią, gdzie z jednej jej strony jest nadzieja i wiara w ludzi, a z drugiej bezsilność i beznadzieja. Kiedy wyciągasz rękę w znaku pojednania, a zostaje Ci niespodziewanie wymierzony policzek. Nie boli fizycznie, boli mocno, ale psychicznie, duchowo. Krwawi serce, łzy spływają do gardła. Jestem dorosła i tak to mocno przeżywam, a obok stoi ono – dziecko. Słyszy wszystko, przeżywa wszystko podwójnie mocniej. Nie wyobrażam sobie, jak boli jego serce. Jak szybko, w sekundę, wali się jego mały świat. 

Ludzie ludziom zgotowali ten los

Jakie to prawdziwe nawet dzisiaj, kiedy niby jest lepiej. Kiedy mamy lepiej. Bo mamy wszystko. Wszystko oprócz przyzwoitości, oprócz kiedyś dobrze postawionych granic dla ograniczenia ludzkiej nienawiści. Dla robienia komuś krzywdy bezpodstawnie, dla własnej satysfakcji. Dziś nie ma granic. Dziś boli dużo mocniej.

Dziś ludzie nie liczą się z innymi. Dokąd zmierza ten świat?! Jest jeszcze dokąd?!

Dorosłam bardzo wcześnie, tak zadecydował los i 1/3 mojego życia już za mną. I różnie w tym życiu bywa. I na szczęście, bardzo rzadko, spotykam się z ciosem wymierzonym w moją stronę, w moją rodzinę, w moje dziecko. Nie było tego dużo, może jedno zdarzenie. Do wczoraj.

Kiedy ktoś, podobno dorosły wg daty w dowodzie, w jedną malutką sekundę zmiażdżył świat mojego pięcioletniego synka. Ktoś totalnie obcy, ktoś kto nas nie zna. Ktoś, kto wdarł się w tej jednej chwili do naszego życia, nieproszony. Ktoś, kto nigdy nie wypił z nami ani jednej filiżanki kawy. Ktoś, kto nie zna mojej rodziny, naszych doświadczeń, nas. I nie ma prawa oceniać.

Skąd ta nienawiść, poniżej wszelkich granic, wymierzona w najniewinniejszą istotę ludzką, jaką jest dziecko?

Nie odpowiem. Nie potrafię.

(Nie) masz na to wpływu

Nie masz. To atak znienacka, dobrze zaplanowany. Sam fakt powstania takich myśli w głowie człowieka, który wbija z premedytacją nóż w serce małego dziecka, świadczy o jego nieludzkości.

Jedyna radość w tym cierpieniu, które boli o wiele dłużej niż ta jedna, czarna sekunda, że to był ktoś zupełnie obcy. Że przyszedł, zrobił swoje, odwrócił się i odszedł. I zrobimy wszystko, żeby nie wrócił.

Że to nie ojciec, że to nie matka. Bo oni mają obowiązek opiekować się i kochać bezwarunkowo, zawsze. Nawet, jak dochodzi do rozpadu rodziny (inny przypadek), pamiętajcie – nigdy, przenigdy w świecie – nie wciągajcie dziecka w konflikt! Ono cierpi dwa razy mocniej!

Dzieciństwo ma być beztroskie

Dzisiaj w nocy, po tym wszystkim, po wylanych, słonych łzach bezsilności i niemożności cofnięcia czasu, zamknięcia uszu dziecka. Przyśnił mi się mój tato. Wrócił na chwilę z powrotem, po tych kilkunastu latach nieobecności na tym złym świecie, w który jeszcze naiwnie wierzę. I przypomniał mi moje dzieciństwo. Smutki i radości, ale nigdy, przenigdy, nienawiści skierowanej od dorosłego prosto we mnie.

Naszym obowiązkiem ludzi pełnoletnich jest chronić dzieci przed tym całym złem. Dzieciństwo ma być szczęśliwe, beztroskie, bez konfliktów dorosłych. Ma być bazą, rogiem obfitości, mamy je zapamiętać tak mocno szczęśliwie, że kiedy wali nam się świat w dorosłości, to wracamy i czerpiemy z tego.

Nigdy, przenigdy dziecko nie ma prawa usłyszeć, że ktoś go zabierze od rodziców, z domu. Nigdy nawet nie próbuj tak pomyśleć. Przenigdy tak nie mów. Są granice, wierzę, że jeszcze gdzieś są…

Marzena

Zdjęcie: Pexels