Macierzyństwo, Relacje

Trzeba się cenić… zawsze!

Kto o Ciebie zadba najlepiej jak nie Ty sama? Ok., może mama, gdy jesteś jeszcze malutką dziewczynką pod jej bezpiecznymi skrzydłami? A może partner, gdy już wyfruniesz z gniazda, założyć z nim własną rodzinę? Ale to wszystko do czasu. Jedno jest pewne, że Ty będziesz trwać tak długo – jak sama sobie na to pozwolisz. Na tyle, na ile sama się o siebie zatroszczysz. Dlatego trzeba się cenić, wszędzie i zawsze – w pracy, w związku, w rodzinie, w życiu. Nie czekać na kogoś, kto przejmie od Ciebie tą odpowiedzialność. Cenić się każdego dnia i w każdym momencie życia.

Skąd ta myśl w ogóle?

Miałam pisać o bezradności i bezsilności, bezsilność – ok., jest dla mnie zrozumiała, ale samo słowo „bezradność” jakoś mnie ukłuło. Nie ma czegoś takiego jak bezradność.

Kto powiedział nam, że życie jest usłane różami, piękne i łatwe? Jak ktoś taki był, to skłamał.

Bezradność to wymówka na niepowodzenia. Inna jej postać, niezależna od niej, to właśnie bezsilność.

Przeczytałam w tym tygodniu kilka blogów, kilka tematów, związanych pośrednio z bezradnością. O (braku) szacunku nas kobiet do samych siebie, o utracie motywacji, gdy coś nam nie wychodzi tak jakbyśmy chciały, o nerwicach i depresjach, o wiecznym szukaniu drogi życiowej, o (wiecznym) czekaniu na pozwolenie od innych, żeby coś zrobić ze swoim życiem.

Bezsilność, a bezradność

Też tak mam. Każdy tak ma. Każdy to przechodzi, rzadziej lub częściej. Ale jeden pomarudzi, odeśpi swoje i działa, a drugi trwa w tym letargu i tłumaczy się, że to bezradność. Że sam nie potrafi. Bo nie chce.

Przykład: Nie wyślesz alkoholika na odwyk, jak sam nie zechce z tym nałogiem walczyć. Możesz być w tym tylko bezsilna jako matka, jako partnerka, jako dziecko. Ale on, on jest odpowiedzialny i niech nie tłumaczy tu się bezradnością, bo jak chce to znajdzie napój, który go uszczęśliwia. Tkwi w tym gównie po uszy. Nie jest bezradny, wszyscy naokoło proszą i starają się pomóc. Nie jest też bezsilny, bo to jego życie i wystarczy tylko jego jeden ruch w dobrą stronę, żeby się z tego wykaraskać. Innym się udało. Chyba, że po prostu sam nie chce. Sam siebie skreślił. Amen.

Szanuj siebie jak bliźniego swego

Moim zdaniem tak to powinno brzmieć. Ty jesteś tu najważniejsza! Jak nie szanujesz siebie samej, to tym bardziej masz w nosie traktowanie innych z szacunkiem.

Jak jesteś w porządku ze sobą, wyznajesz pewne wartości i trzymasz się pewnych zasad, to jesteś przyzwoitym, dobrym człowiekiem.

I to wystarczy, żeby inni dobrze się z Tobą czuli. Inaczej, jak destrukcyjnie nienawidzisz samej siebie – za niepowodzenia, za nadwagę, za kolor włosów… wherever. Tacy ludzie mają miano toksycznych i warto omijać ich dużym łukiem.

Nie czekaj na pozwolenie na realizację swoich marzeń. Nie zawsze niezbędne są pieniądze, żeby się spełnić. Pieniądze są tylko środkiem, narzędziem, które może się przydać, sporo ułatwia, ale nie zacznie za Ciebie.

Chcesz żyć tylko na 10%?

Jesteś mamą, to super, też jestem, cudowne i cholernie ciężkie zajęcie! Ale jesteś nadal kobietą dla swojego partnera, córką dla swoich rodziców i najważniejsze – sobą samą dla samej siebie!

Zawsze trzeba pamiętać o sobie na pierwszym miejscu. Bo jak na tym polu polegniesz, to na kolejnych wcale nie będzie lepiej.

Jak poświęcisz się w 90% na bycie mamą, to 10% nie starczy na Twoje potrzeby, nie mówiąc już o partnerze, przyjaciołach. Mamą będziesz przez całe życie, ale nie zawsze na 90% potrzebna swojemu dziecku. W końcu nadejdzie czas, że zostaniesz albo sama, albo z tą drugą połową, a Twoje 90% opuści gniazdo i wyjedzie za pracą. Ciężko tak być sobą na pozostałe 10%!

Dlatego w miarę rozwoju dziecka i jego samodzielności, należy zwiększać te proporcje ze 100% na 90%, 80%, 70%, z tendencją wzrostową w poświęcaniu czasu dla samej siebie. Żeby na końcu z czymś w ogóle zostać. Żeby czuć się dobrze. Żeby u kresu swojego życia nie żałować.

Nie jesteś bezradna, czasami możesz być bezsilna. Ale jesteś kobietą. Kobiety z natury są silne. Pozdrawiam 😉

Marzena

Zdjęcie: pexels

  • Z tym alkoholikiem zgadzam się tylko połowicznie, bo sama walczyłam z nałogiem i wiem, że czasem chcieć to za mało. Ale cała reszta to 100% racji 🙂

    • Dziękuję Ci za Twoją szczerą opinię. Nigdy (na szczęście) nie byłam (jeszcze) w skórze osoby z nałogiem, więc stąd te 50% mojego obiektywnego zdania, tym bardziej doceniam Twój komentarz. Dzięki!

  • Malwina Zielińska

    najgorzej to zatracić się i robić tylko wszystko dla innych zapominając o sobie i swoich potrzebach

    • cienka granica, trzeba się mieć na baczności cały czas, żeby jej nie przekroczyć choćby jedną nogą..

  • Natalia K.

    Myślę, że kiedy nie dbamy właściwie o siebie, nie potrafimy dbać też o innych, dawać innym.