Relacje

Z sąsiadami za pan brat

Kiedy całe życie mieszka się w blokowisku, można przyzwyczaić się do jego odgłosów życia. Często za ścianą mieszka sąsiadka, która zna Ciebie od dziecka i piecze najlepszą szarlotkę na świecie, zaraz po babci oczywiście. Dwa piętra niżej można spotkać kumpla ze szkolnej ławki, a klatkę obok, swoją najlepszą przyjaciółkę z piaskownicy.

Kiedy dojrzejemy do samodzielności…

Kiedy dojrzejemy do decyzji usamodzielnienia się, przychodzi czas na zmiany. Bywa, że trzeba opuścić rodzinne gniazdo na rzecz tego nowego, lepszego, własnego. Z racji oszczędności, wybrałam mieszkanie z rynku wtórnego. Jak sobie przypomnę początki zamieszkania w nowej wspólnocie, wcale nie było mi wesoło.

Towarzyszyły mi nieustanne pielgrzymki sąsiadów, czułam się jak małpka w cyrku, którą każdy chciał zobaczyć. Do tego dochodziły wywiady przeprowadzane na klatce schodowej i mnóstwo pytań z cyklu: „100 pytań do..”.  Nieustannie odnosiłam wrażenie, że jestem obserwowana, a każdy z moich sąsiadów prowadzi swój własny dziennik, rejestrując przy tym najmniejszy mój krok.

Niczym walka z wiatrakami

Ciężko być nowym w miejscu, w którym wszyscy znają się od zawsze, żyją niczym jedna wielka rodzina. Masz do wyboru: albo się do nich wpasujesz i spotkasz z akceptacją, albo obrzydzą Tobie każdy dzień sielskiego życia we własnym M. Udało mi się doświadczyć i jednej strony – gorszej, która z biegiem czasu przerodziła się w drugą, znacznie lepszą.

Kiedy w końcu zostałam zaakceptowana przez szanowną wspólnotę klatki schodowej, pochwał nie było końca ;). Do tego moje szczęście sięgnęło zenitu, gdy za ścianę wprowadzili się nowi sąsiedzi, do tego znacznie obniżając średnią wieku mieszkańców bloku.

Sąsiedzka integracja, czyli: akcja – reakcja

Miło było, tak dla odmiany, wpaść po sąsiedzku na kawę i wymienić się swoimi spostrzeżeniami. Do tego, kiedy za ścianą mieszka sąsiad, który osiągnął mistrzowski poziom w otwieraniu wina i do tego jest wszechstronny. Potrafi wbić gwoźdź i jak trzeba to pomoże zmontować szafę z pudła, czy zajrzy do komputera. A jego żona podleje kwiaty, kiedy jesteś na urlopie albo napoi węża podczas Twojej nieobecności, to kwintesencja.

Powinniśmy pamiętać o tym, że cała relacja powinna oddziaływać w obie strony i z wielką przyjemnością nakarmimy sąsiedzkiego kota, kiedy oni wyjadą poza miasto. Miło żyje się w takiej wspólnocie.

wino, otwieracz

Kiedy czujemy się przywiązani…

Jeszcze parę lat temu chciałam stąd uciec, a teraz ciężko byłoby mi rozstawać się z tymi ludźmi. Jak w zwyczaju ma mawiać moja sąsiadka, której zdarza mi się taszczyć wózek z zakupami:

„Jesteśmy jak rodzina i powinniśmy sobie pomagać”. A przynajmniej wzajemnie sobie nie szkodzić :).

Ania

Niestety bywa i tak, że nie ze wszystkimi sąsiadami da się dogadać. Są ludzie nie do przejścia. O tym tutaj >> Nieswojo u siebie…

Zdjęcia: Pexels